Czy warto wyjechać i pracować za granicą?

Czy warto wyjechać i pracować za granicą?

Czy warto wyjechać i pracować za granicą? Przyznam, że często sam, jako „seryjny” emigrant, zadaję sobie to pytanie.

Zanim zatem przejdę do konkretów i opiszę plusy oraz minusy takiego wyjazdu, na początku chciałbym zdradzić, jak to się stało, że ja sam zdecydowałem się na taki krok.

Napisałem, że jestem seryjnym emigrantem, gdyż pierwszy raz za granicę zdecydowałem się wyjechać w 2006r. Byłem świeżo po studiach i wówczas wydawało mi się to najlepszym krokiem, jaki mogłem podjąć. Wcześniej nigdzie nie wyjeżdżałem – nie licząc wypraw po czekoladę i rum do czeskiego Cieszyna.

Zdecydowałem się na wyjazd do Irlandii. Spakowałem się i pojechałem zupełnie w ciemno. Dziś wiem, że nic nie daje tak silnej motywacji, jak myśl, że zaraz skończą się zaoszczędzone pieniądze i pozostanie nocleg w dublińskim parku. Na szczęście nie dane mi było poczuć tego na własnej skórze, gdyż pracę znalazłem po trzech tygodniach. Pracowałem fizycznie w magazynie dużego sklepu AGD/RTV. Już wtedy zrozumiałem, że za granicą reguły gry są proste. Wszystko zależy od nas samych i odrobiny szczęścia. Zaczynamy zupełnie od zera, ale wszystko może się wydarzyć. Niewiele zabrakło, a otrzymałbym wówczas pracę u jednego z najlepszych fotografów w Irlandii. Był to chyba mój pierwszy sukces „marketingowy”, ale niestety zabrakło przy tym umiejętności fotograficznych.

Po roku wróciłem do kraju z myślą, że tak już zostanie. Zatrudniłem się jednak w biurze podróży, przez co coraz częściej gdzieś wyjeżdżałem. Gdy pojawiła się w moim życiu rodzina, pomyślałem, że czas na odrobinę stabilizacji i wyjechałem do Szwecji. Tym razem nie było to „w ciemno”. Znalazłem klienta, który po krótkim okresie współpracy zaoferował mi etat. I tym razem – pomimo braku znajomości języka szwedzkiego – podjąłem pracę, jako grafik i marketingowiec w niewielkiej, rodzinnej firmie, która generowała roczny obrót rzędu 70mln koron. W 3 lata udało nam się ten obrót podwoić, a przy tym otworzyć firmę produkcyjną także w Polsce.

Piszę to, gdyż jest to moje pierwsze spostrzeżenie związane z emigracją, a brzmi ono: nie jesteśmy gorsi. Często jesteśmy lepsi niż nam się wydaje, ale brakuje nam wiary. Choćby dla takiego doświadczenia warto wyjechać.

Piszę to również, gdyż mój przypadek pokazuje, że nie aż tak trudne jest zdobycie dobrze płatnych klientów z zagranicy. Liczy się tylko strategia, o której mówię m.in. w moim darmowym kursie marketingu.

Wracając jednak do konkretów – wyjazd i praca za granicą, to wyjątkowe doświadczenie, którego nie nabędziemy w kraju. Ta unikatowość wynika z sytuacji, w jakiej zostajemy postawieni. Na zupełnie nowym terenie musimy stawiać swoje pierwsze kroki. Począwszy od zorganizowania sobie życia, znajomych, pracy, po naukę innej mentalności, kultury, czy języka. To jak pływać łódką w zatoce i nagle wypłynąć na otwarte morze. Oczywiście może być to niebezpieczne. Jeśli jednak się nam powiedzie – nie ma już nic, czego balibyśmy się zawodowo. Bo jeśli poradziliśmy sobie w innym kraju, to czego mielibyśmy się obawiać?

Wyjazd za granicę nie tylko pozwala nam bardziej uwierzyć w siebie, ale i spojrzeć na siebie z dystansu. Wyjeżdżając z Polski i stykając się z inną kulturą, językiem i mentalnością, mamy jedyną możliwość spojrzenia na nasz kraj i nas samych z boku. Doskonale widać to na przykładzie młodego pokolenia. Młodzi ludzie, którzy wyjeżdżają, ale też i sprawnie wykorzystują Internet, który otwiera im świat na innych, w większości wypadków są bardziej otwarci. Bardziej skłonni do dyskusji, niż patrzenia na wszystko wyłącznie w czarno-białych kolorach. Dzięki temu, wracają do kraju „bogatsi”. I to przekłada się potem na kwestie zawodowe. Ludzie z międzynarodowym doświadczeniem są łakomym kąskiem dla wielu firm. Wiem to, bo sam często otrzymuję oferty pracy, czy współpracy wyłącznie dlatego, że pracuję za granicą.

Wyjeżdżając za granicę nie tylko stajemy się bardziej otwarci na świat, ale i na nowe relacje. W kraju mamy rodzinę, znajomych i jeśli jesteśmy introwertykami, to zazwyczaj nie za bardzo ciągnie nas do nawiązywania nowych znajomości. Za granicą tworzenie relacji, to jeden z najważniejszych elementów udanego życia społecznego i zawodowego. W marketingu mówi się wiele o tzw. networkingu, czyli o tworzeniu sieci kontaktów. Za granicą networking, to nie tylko piękny slogan, ale jedna z najważniejszych strategii, która pozwala – jeśli nie na przeżycie – to przynajmniej na rozwój. Często pierwszą pracę dostajemy dzięki kontaktom. Kolejną, lepszą również. Znajomych poznajemy dzięki kontaktom. Innymi słowy, od zera musimy stworzyć sobie sieć powiązań, które wpływają na nasze życie społeczne i zawodowe. W kraju nie musimy tego robić. Za granicą, gdy barierą staje się język, jest to nieuniknione. Za granicą poznajemy bowiem siłę rekomendacji. I to nie takich, jak lajki czy pozytywne recenzje w mediach społecznościowych, ale osobiste rekomendacje z pierwszej ręki. Czego nas to uczy?

Uczy nas to tego, że budowanie relacji z innymi ludźmi, to nieoceniony skarb. Poznawanie nowych osób otwiera nam nowe drogi, które możemy wykorzystać nawet po powrocie do kraju. Jest to kolejny element, dla którego warto wyjechać i pracować za granicą. Poznanie innej kultury i mentalności, pozwala nam skuteczniej budować relacje zawodowe i biznesowe.

Weźmy przykład Szwecji. Jest cała masa błędów, jakie popełni Polak, który nie miał styczności z tą nacją. Jest bowiem wiele elementów, które będą dla nas dziwne, a wręcz wyprowadzą nas z równowagi. Dla przykładu: Szwedzi kochają spotkania. Tak zwane mitingi, które najczęściej nic nie wnoszą, ale są dla nich ogromnie ważne. I większość naszych kontaktów biznesowych z partnerami ze Szwecji będzie miała taki przebieg – będzie opierała się na nieefektywnych mitingach. To co my możemy ocenić jako bezwartościowe, będzie miało duże znaczenie dla Szwedów i po części będzie oznaczało, że decydując się na takie spotkania, obdarzają nas zaufaniem i traktują jako partnera.

Uniesienie głosu, czy jakaś kąśliwa uwaga, która nie będzie współgrała ze szwedzką poprawnością (która zresztą w wielu bywa tylko na pokaz), może spowodować, że takiego partnera biznesowego szybko stracimy.

Jedynym sposobem, aby poczuć takie niuanse, jest wyjazd za granicę i bliższe poznanie danego kraju.

Oczywiście większość ludzi słysząc pytanie: „czy warto wyjechać i pracować za granicą”, w odpowiedzi słyszy już refren piosenki ABBY, który brzmi: „Money, money, money…”.

Zarobki za granicą.

Nie ma co ukrywać – jednym z głównych bodźców skłaniających do wyjazdu są pieniądze. Czy rzeczywiście warto dzisiaj wyjeżdżać ze względów ekonomicznych?

Zapewne, gdy sytuacja w kraju nie sprzyja albo mówiąc brutalnie – mamy nóż na gardle, często taki wyjazd wydaje nam się najlepszym rozwiązaniem. Nawet jeśli zgodzimy się z opinią, że Polska przez ostatnie dwie dekady zrobiła nieprawdopodobny skok do przodu, to pamiętajmy, że nadal staramy się „dobić” dorobkiem do naszych sąsiadów. Oczywiście jest wielu ludzi, którzy mogą pochwalić się sukcesem biznesowym czy zawodowym. Są branże, w których taki wyjazd finansowo jest nieopłacalny. Ale jest też wiele branż, w których różnice w zarobkach są spore. Problem w tym, że osoby, które kierują się na taki krok ze względów finansowych, najczęściej myślą wyłącznie o miesięcznych kwotach, jakie mogą wpłynąć na ich konta bankowe. Trudno się bronić przed taką pokusą, gdy dla przykładu 2000zł pensji bez problemu możemy zamienić na 8000zł w Skandynawii. Błędem jest jednak brak bardziej dogłębnej analizy, czekającej na nas sytuacji ekonomicznej za granicą. W większości wypadków życie za granicą jest droższe, a my nadal – myśląc o wyjeździe – głową jesteśmy w Polsce i wszystko przeliczamy na złotówki. Ostatecznie doznajemy szoku mentalnego, gdy za damskiego fryzjera, który w Polsce kosztuje ok. 200zł za granicą wystawiają nam rachunek 600zł. Gdy za zagrzybione mieszkanie płacimy krocie, a w Polsce zostawiliśmy odremontowany dom. Często bywa i tak, że wyjeżdża jedna osoba, a reszta rodziny zostaje w kraju, co powoduje, że nagle trzeba utrzymać dwa miejsca zamieszkania. Ostatecznie kończy się na tym, że złoto, które miało sypać się strumieniami, zamienia się w srebro, albo gorzej. Zmierzam do tego, że zamiast patrzeć na zagranicę przez różowe okulary, warto skonsultować się z ludźmi, którzy już wyjechali i na chłodno przeanalizować sytuację ekonomiczną, jaka może nas zastać po wyjeździe oraz porównać to z tym, co mamy obecnie. Bo może zyskamy trochę więcej pieniędzy, ale stracimy inne rzeczy.

A skoro wspomniałem już o stratach, to czas przejść do minusów. Wyjeżdżając stracimy z oczu rodzinę i przyjaciół. Poczujemy się, jakby ktoś spalił naszą ulubioną knajpę. Niby możemy do niej wrócić, ale to już nie to samo miejsce. Stracimy miejsca i rzeczy, które trzymały nas w kraju. Od tej pory wiele rzeczy w ojczyźnie będziemy doceniać bardziej. Wiele rzeczy będzie nas jednak drażnić, przez co skutecznie odciągnie od pomysłu powrotu.

Wyjazd za granicę nie jest zatem dla każdego. Część osób, które zdecydują się na taki krok, wróci do kraju bardzo szybko. Inni po roku, a niektórzy nie wrócą już do kraju nigdy. To nie znaczy jednak, że Ci co zostaną, będą najszczęśliwsi. Wszystko zależy od tego czego oczekujemy, jak chcemy sobie ułożyć życie, na ile poczujemy się spełnieni i na ile, bądź jak długo uda nam się, zabić tęsknotę za krajem.